niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 2

(.....)

Piękna brunetka o nienaturalnie bladej cerze siedziała na jednym z wysokich drzew. Była spanikowana całą tą sytuacją. Niedawno odkryła że jest postacią z horroru.  Bestią o nieznośnym pragnieniu które daje o sobie znać.. Była silna i szybka zarazem. Fizycznie była niepokonana lecz jej psychika była przeciążona..Była pod ciągłym strachem.  Nie codziennie dowiaduje się że została stworzona by zabijać. Lecz gorsza była świadomość że chciała zabić bezbronne dziecko. Dziecko które być może znaczyło wiele w tej rodzinie. Uważała siebie za potwora którym z rzeczywistości jest. Żeby mogła płakać jej twarz byłaby mokra od słonych łez lecz tu nic. Jej oczy tylko nieznośnie szczypały..Ona sama jeszcze o tym nie wiedziała lecz jej oczy były szkarłatne. Nic nie pamiętała..Nic kompletnie nic ! Pamiętała tylko chwile po przebudzeniu do teraz. Wydawało jej się że została dopiero włączona jak zabawka. Lecz to tylko podejrzenia..Głupie i bezsensowne namysły. Było coś jeszcze..Nie chciała zabijać lecz pragnienie musiała jakoś zaspokoić.Tak.. W tej chwili jeśli chodziło o krew była egoistką. ,, Dlaczego ja ?!'' myślała ciągle. Czasami w jej myślach pojawiał się obraz łąki..Niewielka łąka w środku lasu. Na niej różne kwiaty..Obraz jak z bajki. Tylko ten obraz się pojawiał..Nic więcej. Nie raz próbowała się zabić..Lecz przy każdej próbie niszczyła sobie tylko jedynie ubranie. Od feralnego wydarzenia minęło TYLKO  12 godzin . Brunetka nie wiedziała o tym. W jej myślach pojawiała się twarz miedzianowłosego. Ten jego wyraz twarzy..Jego cierpienie. W jego złotych oczach mogłaby zatonąć.. Ta dziewczynka...Taka podobna do niego.. Wiele razy chciała wrócić do tamtej rodziny lecz ta ciągła obawa że wyrządzi krzywdę temu dziecku. Tylko to trzymało ją na tym wysokim drzewie. Nic więcej. Była ciekawa co się stało. Chciała wiedzieć dlaczego. Chciała być w to wszystko wtajemniczona.. Gdyby ktoś przechodził obok niej by powiedział że to tylko posąg..Marmurowy człowiek..Ha! Lecz to nie człowiek.
Usłyszała coś..

(....)
Straszeni bolało mnie to że nie pamięta. Wszystkiego nie pamięta. Wspólnych chwil spędzonych ze mną. Chwili spędzonych na wyspie. Ślubu.. Alice..To nie jest jej wina że za późno dostała wizję..Nikt nie jest winny. W moim sercu pojawiła się dziwna pustka.
Zniknęła..Nie ma jej. Szukaliśmy lecz bez skutku.. Jej wyraz twarzy..Ten strach w jej oczach.Jej ton głosu. Bała się.. Moja egzystencja straciła wtedy sens...Reneesme..Ona nie wiedziała o co chodzi..Wiele razy pokazywała w myślach kim była ta pani. Oczywiście opowiedziałem jej . Nie chciałem ukrywać że to BYŁA Bella....Mała pytała dużo o nią ale na nie wszystkie pytania dostawała odpowiedzi. Minęły godziny a jej nadal nie ma. Myślałem że będzie dobrze..Że będziemy kochająco się rodziną. Alice nie miała żadnej wizji..
Nagle do pokoju weszedł Jake z Nessie..MMała wyglądała już na kilku miesięczne dziecko. Jake..Ten kundel niestety się w nią wpoił..
- Yhym ??- zapytałem.
- Sfora wyczuła jakiegoś wampira 50 mil od rezerwatu. Prawdopodobne jest to że tym wampirem jest Bella. - odparł .
- Zostań z Reneesme ! Powiedz im aby nic jej nie robili!! - Krzyknąłem zrywając się z miejsca. W salonie zjawiłem sie w expresowym tempie.
Rodzina dowiedziała się wszystkiego.. Razem z nimi pobiegłem na poszukiwania UKOCHANEJ.



Takim oto akcętem kończymy rozdział II . Wiktoria! Cieszę się że wróciłaś do pisania. Dziękuję także innym moim czytelnikom :** Narracja trzecioosobowa której nie znoszę ale musiałam ją napisać . Musi być wkońcu ten pierwszy raz. Jeszcze raz dziękuję wam że jesteście :**

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 1 Takie Inne

(...........)

Ból znikł a ja wreszcie mogłam się ruszyć. Moje serce nie biło. Dlaczego wszystko mnie tak bolało? Dlaczego moje serce nie bije? Dlaczego nie oddycham? A może jestem w niebie? W gardle piekło niemiłosiernie...Tyle pytań i na żadne nie znalazłam odpowiedzi. To pewnie niebo.. Skoro już nic mnie nie boli i odzyskałam nad swoim ciałem kontrolę to może jednak warto otworzyć oczy. Nie...Boję się tego co tam zobaczę. W gardle coraz bardzej zaczęło piec. Powoli otworzyłam oczy. Wszystko było takie wyraźne. Takie inne.  Słońce  raziło mnie w oczy przez co przymknęłam oczy . Gdy otworzyłam je na powrót światło znikło. Dziwne. I to jest Niebo? Powoli podniosłam głowę ale ku mojemu zdziwieniu siedziałam już w pozycji siedzącej. Ale...Jak to możliwe ??!! Znajdowałam się w jasnym pomieszczeniu. Spanikowana patrzyłam wszędzie. Gdy moje oczy napotkały siedem postaci przestraszyłam się. Zerwałam się z łużka na którym przed chwilą leżałam. Z nie prawdopodobną szybkością znalazłam się na drugim końcu pokoju. Z lękiem w oczach spojrzałam w stronę tych postaci . Wszyscy oprócz jednego opalonego chłopaka byli bladzi. Na samym przodzie stał miedzianowłosy przystojny chłopak. Jego oczy były koloru złotego jak wszystkich. Obok niego stał opalony indianin o czarnych oczach.  Po jego prawej stała niska o kruczoczarnych włosach dziewczyna sylwetką przypominającą chochlika. Trzymała za rękę wysokiego błądyna. Chyba są parą.  Niedaleko nich stał blady postawą przypominającą niedźwiedzia. Jego włosy byli koloru czarnego i byli lokowane. Po jego prawej stała brunetka przytulająca się do wysokiego i opanowanego blondyna.
Mój wzrok błądził po twarzach nieznajomych. Dopiero teraz spojrzałam na swój ubiór. Byłam ubrana w bawełnianą niebieską do kolan sukienke. Byłam na boso lecz nie odczuwałam chłodu. Uniosłam powoli rękę patrząc na nią. Byłam tak samo blada jak oni. Rozmyślania nad tym zajęło mi nie całe pięć sekund.
- Co.....Co ja tu robię ?- spytałam niepewna.
Po chwili na twarzach wszystkich zebranych pojawiła się troska i zmartwienie. Żar w gardle nie dało mi racjonalnie myśleć. Nikt się nie odzywał. Napięcie rosło i tak samo jak pieczenie w gardle.
- Czy mogę dowiedzieć się co się stało i kim jestem ?! - warknęłam wkurzona ciągłą ciszą.
- Nie pamięta... Ona nie pamięta wszystkiego....- szepnął miedzianowłosy. Jego głos był taki..... Jego dźwięk był słodki. Napawałam się nim . Każdym jego słowem. Lecz on był załamany i smutny.
- Czy....ja powinnam was pamiętać ?? - zapytałam spanikowana tą całą sytuacją. Tyle pytań...Nie przywykłam do takich sytuacji. Wogóle KIM i CZYM ja jestem ??
- Bello - powiedziała niska dziewczyna podobna do chochlika - Nie pamiętasz niczego?
- Ja nic nie pamiętam.. Kim jestem, czym jestem i kim wy jesteście...- powiedziałam szeptem. Oparłam się o ścianę zjeżdżając w dół. Wszyscy się na mnie patrzyli. Byłam skołowana. Po chwili usłyszałam kroki. Były one powolne i lekkie. Jakby to szło małe dziecko. A pomieszczeniu pojawiła się blądwłosa piękność. Jak reszta była blada i miała złote oczy. Moje gardło gwałtownie dało o sobie znać. Mój wzrok pokierował się na małą postać trzymaną przez dziewczynę. Mała miała czekoladowe oczka i wyglądała na pięcio miesięczne dziecko.  Do buzi napłynęło mi coś. Nie panowałam nad sobą. Jednym ruchem wstałam. Zacisnełam ręce w pięści. Mieszkańcy domu gwałtownie zareagowali. Misiek i chłopak chochlika złapali mnie za ramiona. Próbowałam się wyrwać lecz bez skutku. Dziewczynka była podobna do rudego. Wtedy zrozumiałam że nie mogę się na nią rzucić. Zgromadziłam w sobie wszystkie siły. Oczy chochlika zaszły mgłą.
- Bella chcę...- nie dokończyła bo w tej samej chwili wyrwałam się wyskakując przez okno. Wylądowałam zwinnie. Biegłam ile sił w nogach lecz i tak słyszałam za sobą kroki. Biegnąc przez las zgubiłam mojego prześladowce. Nie panując nad żarem w gardle rzuciłam się na pume.... Dopiero teraz zrozumiałam CZYM jestem. Tylko jedne istoty tak się zachowują. Genialny wzrok i słuch. Niesamowita szybkość. Zwinność i uroda. I zabijanie tylko i wyłącznie dla krwi. Pragnienie trochę ustąpiło lecz nie zniknęło. Dalej nie docierały do mnie słowa '' JESTEM WAMPIREM " . Biegłam tak kilka godzin bez celu. Gdy znalazłam się obok wielkiego dębu wdrapałam się najwyżej jak mogłam. Usiadłam na grubą gałęź rozglądając się dookoła. Świat nie jest taki jak nam się wydaje.


Hejka Wam :* Rozdział trochę wcześniej. Nn prawdopodobnie będzie w piątek 23.01.2015 r. Będę miała dopiero wtedy czas aby pisać.  Jak ja nie lubię lektur....Żeby zmierzch był jednąz nich to chyba miałabym z niej szóstki. Zresztą chyba nie tylko ja .. Więc do zobaczenia i Pozdrawiam <3

środa, 14 stycznia 2015

Prolog

(.....)
Ból był okropnie BOLESNY. Ogień....Nie to jednak nie był ogień. To było coś gorszego. Dałabym Wszystko aby to przestało. Moje bałaganie nie zostało jednak spełnione. Nie wiem DLACZEGO nie mogłam się ruszyć. Wszystkie moje przemyślenia były skierowane wokół BÓLU...Ja chcę śmierci...Czy o tak wiele Proszę?! Ból opuszczał powoli BARDZO POWOLI moje kończyny.. W miejscu gdzie znajdowało się moje serce pojawił się osto razy gorszy ból niż wcześniej.. Właśnie..Ile te męki trwają? Napewno nie mało czasu.. Moje ciało mówiło mi że leże tu już całe wieki. Godziny a może lata? Ból znikł a moje serce zabiło ostatni raz...



Hey wam :**** Moim zdaniem prolog wyszedł taki tajemniczy Nie?? Następna pojawi się już w sobotę ( chyba ) Pozdrawiam Cullenówna :*

wtorek, 13 stycznia 2015

Witam :*

Na tym blogu będę pisać inną opowieść o Sadze Zmierzch . Prolog pojawi się już niedługo :)